Górzyca… „Zapach”… KOD…
We
wtorek, 13 lipca, Teatr KOD rozpoczął swoje kolejne wędrowanie: dosłownie i w
przenośni. Celem naszej wędrówki była Górzyca w woj. lubuskim. Tym razem pod
okiem naszego nieocenionego instruktora, pana Anatola Wierzchowskiego, zebrała
się „stara gwardia” (by było bardziej elegancko – „zaprawiona w bojach”), czyli
Magdalena Tkacz, Marta
Jędras, Paula Jarmołowicz (asystentka) i Bartosz
Mazurkiewicz. Tę wybuchową mieszankę dopełnił Marcin Charęza –
młodszy aktor KOD-u, który mimo swojego wieku, wiedział o co chodzi.
Mówiąc
nieco trywialnie udaliśmy się na warsztaty, których celem była praca nad
najnowszym spektaklem (o zagadkowo brzmiącym tytule) „Zapach”. Takie
sformułowanie nie oddaje jednak w pełni tego, co przeżyliśmy. Pracując –
rozwijaliśmy się, odpoczywając – integrowaliśmy się, spacerując – czerpaliśmy
energię ze słońca (którego było aż nadto). Ale do rzeczy...
Wtorek – dzień pierwszy
Bez problemu dotarliśmy na
miejsce. Naszym oczom ukazał się piękny górzycki Dom Kultury w kolorze
prawdopodobnie pomarańczowym. Bardzo miło przywitała nas pani Dyrektor i
oprowadziła po całym obiekcie. Do dyspozycji mieliśmy salę gimnastyczną,
kawiarenkę oraz mniejszą salę w dolnej kondygnacji budynku – pracownię plastyczną.
Warunki idealne! Do tego dwuosobowe pokoje z łazienką. Następnie, po
rozpakowaniu si, wyruszyliśmy na obiad do restauracji pobliskiego kompleksu
sportowo – rekreacyjnego. Pyszna zupa ogórkowa oraz filet z kurczaka dodały nam
energii. Rozpoczęliśmy pierwsze zajęcia. W takim składzie jeszcze nie graliśmy.
Wpierw więc musieliśmy jakby przestać się bać i pozbyć się dystansu do siebie.
W przeciwnym bowiem razie dalsze zajęcia nie miałyby sensu. O to wszystko
postarał się już pan Anatol, który dobrze wie jak nakłaniać swoich aktorów, by
próbowali wydobyć z siebie to, co najlepsze. Więc pierwszy dzień był swoistym
poznawaniem: rozgrzewka, śpiewy (próby wydobycia białego głosu), czytanie
scenariusza wraz z omówieniem. Najistotniejsze jednak i najtrudniejsze było
dopiero przed nami . . .
Środa – dzień drugi
Śniadanie, przy którym dziewczęta
opowiedziały nam o swoich nocnych przygodach: walce z krwiożerczymi bestiami
komarami oraz olbrzymim (dużym jak ręka?) pająkiem. Później nie było już czasu
na rozluźnienie. Było jasne, że jeżeli chcemy zrealizować swoje założenia,
musimy być maksymalnie skoncentrowani. Wyczerpująca, lecz jak potrzebna
rozgrzewka, pierwsza próba początkowych scen, dyskusja nad tym, co jest dobre,
co złe, a co niedopuszczalne. Następnie poszliśmy na obiad – znów rewelacyjny.
Po posiłku chwila na regenerację. I to samo: rozgrzewka, próba gry, omówienie.
Przyszedł czas na kolację: wtedy to dowiedziałem się m.in. jak się robi
pomidory po żydowsku.
Czwartek – dzień trzeci
To był dzień najintensywniejszego
działania. Bowiem prócz zwykłych warsztatów, czekał nas jeszcze występ Pauli w
monodramie „Ja, baba stara”. Rytm dnia był podobny do środowego, taki porządek
działań pobudzał wszystkich do jeszcze efektywniejszej pracy. Po skończonych
warsztatach, ale jeszcze przed monodramem pan Anatol wpadł na pomysł, by
zaśpiewać dodatkowo kilka pieśni ewentualnym widzom, ale już po występie Pauli.
Tak też się stało. Troszkę się obawialiśmy czy uda nam się należycie
przygotować salę do pokazu, i czy czasem „technika” nas nie pokona. Nic z tych
rzeczy: pierwsze sekundy sztuki i już wiedzieliśmy, że wszystko będzie w
porządku. Kameralne otoczenie, miły chłód w sali, skupienie i oczywiście gra
Pauli, która zniewoliła naszego oczy i umysły, byśmy z zapartym tchem słuchali
historii, którą opowiada. Spektakl ciągle ewoluuje i nabiera nowych znaczeń. Po
monodramie podziękowaliśmy pani Dyrektor za takie nas ugoszczenie, Paula
wręczyła przepiękną różę wykonaną z bibuły przez naszego instruktora. I jeszcze
pieśni: była to mieszanka polska, staroruska, serbska i macedońsko-chorwacka.
Ten występ również podobał się publiczności na tyle, że zaproponowano nam
występ z okazji II rocznicy otwarcia wioski internetowej w Radówku. Zgodziliśmy
się z wielką chęcią. Tak oto powoli dzień trzeci chylił się ku zachodowi.
Piątek – dzień czwarty
Coraz więcej do nas dochodziło,
ustawiczne „myślenie o spektaklu”, skupienie się na jednym celu, tylko teatr i
my – pomagało. Aha! I to wtedy pan Anatol zaaplikował nam „morderczą”
rozgrzewkę. Ale wszak nie mieliśmy tam odpoczywać. Kolejna praca nad tekstem i
rozwiązaniami scenicznymi. O czternastej wyruszyliśmy do wsi Radówek, by
urozmaicić obchody rocznicy swoim śpiewem. Na miejscu zobaczyliśmy niewielki
budyneczek zaadaptowany na centrum internetowe, przy nim namiot dla publiczności,
prowizoryczna scena, grill i ciasto. Dawno lub nawet wcale nie śpiewaliśmy w
tak charakterystycznej scenerii. Wieczorem podjęliśmy próbę połączenia
wszystkich zrealizowanych scen i przyjrzenia się efektowi. O naszych
przemyśleniach nie chcę się zbyt rozpisywać, by czytelnikowi nie odkrywać przed
czasem wszystkich tajemnic. Napiszę tylko, że czasem sami byliśmy zaskoczeni
tym, co widzieliśmy. Przyszedł czas na uroczystą, niestety ostatnią, kolację.
Pan Anatol przygotował specjalną smakowitą i do tego sycącą potrawę, a na deser
były pyszne pączki z różanym nadzieniem.
Sobota – dzień piąty
Rankiem przywitała nas długo
oczekiwana burza. Upały były dla nas niestety hamulcem w działaniu – i to był
chyba jedyny mankament naszego wyjazdu. Po śniadaniu, sprawnie i bez problemu
umieściliśmy bagaże w samochodach i pożegnaliśmy się z bardzo miłą panią
Teresą. Ruszyliśmy w drogę powrotną: bogatsi o nowe doświadczenia, zadowoleni
ze zrealizowanych założeń i radośni, że kolejny raz mogliśmy być razem – w naszej
teatralnej rodzinie.
W
tym miejscu chcielibyśmy serdecznie podziękować pani Małgosi Gniewczyńskiej,
Dyrektorce Gminnego Ośrodka Kultury w Górzycy, za stworzenie nam perfekcyjnych
warunków do działania oraz pani Dyrektor Dębnowskiego Ośrodka Kultury za
sfinansowanie naszej wyprawy, dzięki temu w spokojnej atmosferze, w pewnym
odizolowaniu od naszych codziennych spraw skupialiśmy się tylko na jednym celu.
To było naprawdę bardzo ważne. I oczywiście na koniec dziękujemy naszemu
profesorowi – Anatolowi Wierzchowskiemu, który jak nikt inny motywuje nas
wszystkich (by dawać z siebie jeszcze więcej) do jeszcze większej koncentracji i zaangażowania, do zaufania
sobie nawzajem. Mamy nadzieję, że to wszystko już niebawem zaprocentuje, a
efekty tego wszystkiego będą mogły dostarczać naszym wiernym widzom
niezapomnianych wrażeń.
Bartosz Mazurkiewicz